Fałszerze żywności

Schab z kurczaka, cielęcina z wieprzowiny, banany w galaretce bez bananów i miód podkarpacki z Wielkopolski. Fantazja producentów żywności nie zna granic

- Indyk na słodko z ryżem, lin a’la flaczki, ciernik a’la łosoś, polędwica z ryby – w jednym z odcinków kultowego serialu „Czterdziestolatek” Madzia Karwowska wylicza potrawy, które przygotowała na przyjęcie. W czasach PRL-u ciągle czegoś brakowało, dlatego wiele produktów miało zamienniki, często absurdalne. Współcześnie wszystkiego jest w bród – a producenci żywności i tak oszukują.

Sito, przez które przechodzi żywność, zanim trafi do konsumenta, jest gęste. Na etapie produkcji kontroluje ją Sanepid, Inspekcja Weterynaryjna i Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. W sklepach robi to Inspekcja Handlowa. Ale producenci żywności i tak – delikatnie mówiąc - nie zawsze  trzymają się wymagań jakościowych deklarowanych przez siebie bądź określonych w przepisach.

- Najbardziej spektakularne przypadki fałszowania żywności z naszych ostatnich kontroli to mięso mielone, które - jak dowiodły nasze badania laboratoryjne - zawierało podwyższoną ilość kolagenu, co świadczy o tym, że producent użył do jego produkcji większej ilości ścięgien, błon, chrząstek, niż deklarował. Inne mięso sprzedawane było jako wołowe, a okazało się wołowo-wieprzowe. Znaleźliśmy też mięso mielone cielęce, które zawierało w swym składzie również mięso wieprzowe. To szczególnie ważne dla osób, które mogą jeść tylko określone gatunki mięsa - wylicza Joanna Jankowska-Kuć, zastępca Mazowieckiego Wojewódzkiego Inspektora Inspekcji Handlowej w Warszawie.

Przykłady fałszerstw można mnożyć. „Schab w majeranku” był wytworzony wyłącznie z mięsa drobiowego, „parówki cielęce” zawierały jedynie mieszankę przyprawową o nazwie „parówka cielęca” zamiast mięsa cielęcego.

Kwestionowane było też masło, które powinno zawierać od 80 do 90 proc. tłuszczu pochodzenia mlecznego, a okazywało się, że tłuszcz ten był częściowo zastąpiony  tłuszczem pochodzenia roślinnego.

- Poza przypadkami zafałszowanych produktów, stwierdzaliśmy również niewłaściwą jakość handlową w przypadku np. pieczywa - np. "chleb słonecznikowy" powinien w składzie zawierać informacje o ilościowej zawartości ziarna słonecznika. Naruszenie przepisów o jakości handlowej - o czym konsumenci często nie wiedzą - to również brak wykazu składników przy wędlinach sprzedawanych luzem. To także najczęściej spotykana w toku kontroli nieprawidłowość, skutkująca wymierzeniem przedsiębiorcy kary pieniężnej – dodaje Joanna Jankowska-Kuć.

Inspekcja Handlowa regularnie kontroluje produkty spożywcze dostępne w polskich sklepach. W przypadku produktów o niewłaściwej jakości handlowej, a więc np. złego oznakowania, kara pieniężna wymierzana sprzedawcy w drodze decyzji administracyjnej wynosi od 500 zł do pięciokrotności korzyści majątkowej uzyskanej dzięki sprzedaży tych produktów. W przypadku żywności zafałszowanej, czyli np. takiej, która zawiera inne składniki, niż to wynika z opisu, kary są większe - od 1 tys. zł do 10 proc. przychodów osiągniętych w roku poprzedzającym  rok nałożenia kary.

- Te kary są skuteczne, w wielu przypadkach przedsiębiorca ukarany w jednym roku, w kolejnym nie sprzedawał już zakwestionowanych produktów - zapewnia Joanna Jankowska-Kuć.

Niedawno Inspekcja Handlowa przebadała produkty z czekolady oraz wino. Wyniki? 13,3 proc. wyrobów czekoladowych oraz 6,2 proc. wyrobów winiarskich wzbudziło zastrzeżenia Inspekcji. Lista przekrętów jest długa.

- „Banany w galaretce oblane gorzką czekoladą” w rzeczywistości nie zawierały bananów, w „Czekoladzie nadziewanej z kawą i whisky” nie było kawy, zaś „Biszkopty z galaretką w prawdziwej czekoladzie poziomkowej” zamiast poziomek miały sok jabłkowy i aromat – czytamy w raporcie IH.

Jeśli zaś chodzi o wino, najwięcej zastrzeżeń dotyczyło zbyt wysokiej lub zbyt niskiej zawartości cukrów i obniżonej zawartości alkoholu. Z kolei nieprawidłowości w oznakowaniu polegały m.in. na stosowaniu wprowadzających w błąd określeń – użyto określenia „wino”, podczas gdy był to napój winopochodny aromatyzowany (sangria) lub wino aromatyzowane (wermut) czy podaniu sprzecznych informacji o produkcie – importer deklarował wino czerwone, producent – białe.

W innych kategoriach produktów wcale nie jest lepiej. Nieprawidłowości, jakie wykryli inspektorzy, to m.in. bezprawne używanie nazw zastrzeżonych, takich jak „oscypek”, „bryndza podhalańska” czy „feta”, a także używanie słowa „bio”, które ma sugerować rzekome ekologiczne pochodzenie produktu.

- Na przykład: wyrób wyprodukowany wyłącznie z mleka krowiego nosił nazwę „Ser Janosika – ser typu oscypek”, a jogurt wytworzony metodami konwencjonalnymi opatrzono nazwą „bio jogurt pitny bioday owoce leśne” – czytamy w raporcie IH.

Kolejny zarzut to odwoływanie się do właściwości leczniczych, co jest w przypadku żywności zabronione przepisami prawa (np. na opakowaniach jogurtu naturalnego wapń+probiotyk umieszczono informację „Twój kręgosłup zawsze zdrowy”). To samo dotyczy miodów. Na wielu z nich znajdują się niestworzone informacje: „działa uspokajająco i ułatwia zasypianie”; „zalecany w leczeniu nerwicy, pokonywaniu stresu, w stanach wyczerpania psychicznego”; „działa antyseptycznie, wykrztuśnie, przyspiesza gojenie”; „wspomaga trawienie, krążenie krwi, leczenie anemii, działa wzmacniająco na organizm”; „zdrowie z Roztocza”.

Producenci żywności wykazują się nieograniczoną wręcz fantazją w nazywaniu swoich wyrobów. Np. „Podkarpacki Miód Pszczeli” w rzeczywistości pochodził z Wielkopolski.

Łącznie w 2008 roku w wyniku badań laboratoryjnych zakwestionowano 16,5% badanych partii, niewłaściwe oznakowanie stwierdzono w przypadku 6,5% sprawdzanych partii. W 2009 roku było to odpowiednio 17,4% i 4,2%. Czyli jakość jedzenia, które kupujemy, wcale się nie poprawia.

Inspekcja Handlowa wydała poradnik dla konsumentów z listą wskazówek, o których warto pamiętać robiąc zakupy. Nie wolno zapominać, że np. tańsze produkty są często gorsze, bo zejście z określonego poziomu cenowego musi się odbyć kosztem jakości. Trzeba też – rzecz jasna – czytać dokładnie informacje na opakowaniach, szczególnie te drobnym druczkiem.

Co może konsument, który uważa, że kupił zafałszowany produkt?

- Powinien zgłosić się do najbliższego Wojewódzkiego Inspektoratu Inspekcji Handlowej – informuje Agnieszka Majchrzak z UOOK

biznes.onet.pl

 

Hydepark

Top Headline
Każdy ma swoje marzenia. A jakie są moje marzenia?

  Każdy człowiek czegoś pragnie. Jedni domu i kochającej rodziny, drudzy samochodu, czasem akceptacji. W naszym życiu marzenia są niczym powietrze- potrzebujemy ich, inaczej wszystko będzie...

Read More...
Ja Europejczyk- co to dla mnie znaczy?

  Od małego dziecka czułam się Europejką. Rodzice powtarzali mi, że, choć nasz kontynent nie jest idealny, dobrze nam tu, nasze życie jest spokojne i uporządkowane. Teraz jednak, gdy jestem...

Read More...
Co ta szkoła robi z ludźmi??

  Miejsce ciągłego szumu, zgiełku i krzyku. Twierdza, w której rządzą zasady, za których złamanie ma się kłopoty niemal takie same, gdy sięgniesz ręką po cudzą własność. Jednymi słowy:...

Read More...
statystyka